Czy wciągną nas do wojny z Białorusią

Mayster Photo
  Mayster
11 miesięcy temu
    
   

Wiele lat temu Zachód wydał wyrok na Białoruś. „Ostatni dyktator Europy”, Aleksandr Łukaszenka musi zostać obalony, a jego kraj czeka rabunkowa transformacja w stylu tej, którą przeżyli Ukraińcy i Polacy. Począwszy od kadencji lat 2005-2007, wszystkie kolejne rządy III RP podporządkowywały swe polityczne plany owej koncepcji obalenia Łukaszenki. Na główne narzędzie rozsadzania białoruskiego systemu wybrano polską mniejszość narodową, której dywersyjna działalność rozpoczęła się z chwilą przejęcia kontroli przez agentów Zachodu nad Związkiem Polaków na Białorusi. Początkowo ograniczano się jedynie do oczerniania wizerunku Łukaszenki oraz konsolidacji środowisk opozycyjnych pod przewodnią rolą kilku polskojęzycznych publikatorów, których rzekomi „dziennikarze” często zostawali „mułami” transferującymi w ręce białoruskiej opozycji spore ilości gotówki. Niekiedy trafiali oni za to do więzienia, co tylko wzmagało narracje o „bezwzględnej dyktaturze z wieloma więźniami politycznymi”. W międzyczasie powstała też telewizja, która za pieniądze polskiego podatnika, każdego dnia nadawała z terenu Polski program w języku białoruskim, niczym radio Wolna Europa, uświadamiające zamkniętych za Żelazną Kurtyną obywateli o tragizmie ich położenia i szczodrych siłach Zachodu, czekających na sygnał, by pomóc w obaleniu reżimu.

 

Jeszcze do niedawna działania te miały wymiar niemal kosmetyczny, a ich efektem były niewielkie skandale dyplomatyczne i kilkusetosobowe demonstracje, rozpędzane przez białoruską milicję. Wszystko zmieniło się w roku 2020, kiedy to Zachód uznał, że Białoruś jest gotowa na „kolorową rewolucję”. Gdyby nie zaangażowanie Federacji Rosyjskiej w ocalenie białoruskiego dyktatora, Łukaszenka zapewne zostałby wówczas odsunięty od władzy. To jednak przyniosło odwrotny efekt do zamierzonego, gdyż spolegliwy do tej pory prezydent Białorusi, który notorycznie pogrywał sobie z Rosją, starając się wynegocjować jak najlepsze kontrakty i porozumienia dla swych obywateli, teraz już zrozumiał, że jest w pełni zależny od woli Kremla i w każdej chwili może zostać obalony. Zachód zatem ową próbą zamachu stanu niemal dosłownie wepchnął Łukaszenkę w objęcia Putina. Przejęcie kontroli nad Białorusią, bez interwencji zbrojnej, stało się wręcz niemożliwe.

 

Przywódca Białorusi zdaje sobie z tego sprawę, dlatego co jakiś czas prewencyjnie straszy swych obywateli możliwością inwazji z terenu Polski. Od pewnego czasu sytuację tę wykorzystuje też Moskwa, z inspiracji której na pograniczu polsko-białoruskim dochodzi do różnego rodzaju incydentów. Szturm imigrantów, czy działania zaczepne żołnierzy z Grupy Wagnera mają na celu odwrócić uwagę sił RP od teatru działań na Ukrainie. Choć wydarzenia na granicy doprowadziły Polskę do wprowadzenia stanu wyjątkowego w kilku powiatach, do eskalacji konfliktu nie doszło. Zbierają się jednak czarne chmury nad Polską i Białorusią, gdyż zarówno Waszyngton, jak i Moskwa, zainteresowane są rozszerzeniem wojny. W przypadku USA, chodzi o „strategiczną głębię” opisaną w doktrynie Brzezińskiego, która pomogłaby w ujarzmieniu imperialnej polityki Kremla. Z kolei Rosji zależy na rozciągnięciu sił NATO na szerszym odcinku i wycofaniu wsparcia Zachodu dla Ukrainy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia Polski.

 

Czy zatem Białorusini i Polacy mogą zostać wciągnięci do wojny, której nie chcą? Wojny w obcym interesie, za którą najwyższą cenę zapłacą oba te narody? O tym dziś w programie z cyklu „Dokąd Zmierzamy” opowie były ambasador RP w Japonii, prof. Jacek Izydorczyk.